wtorek, 8 kwietnia 2014

Mix produktów kolorowych do ust

Dziś wzięłam na warsztat to, czego chyba mam najwięcej wśród kosmetyków- mianowicie różnych mazideł do ust.
Tych kilka sztuk to jedynie część całości, ale akurat są to te, które zabrałam z kieszeni i torebek, zatem takie, z których korzystam (lub chciałabym korzystać częściej- o tym przeczytacie niżej) obecnie.


Ostatnio najczęściej na moich ustach gości Eliksir nr 5 od Wibo. Podbił on naszą blogosferę, co tu ukrywać... Kupiłam chyba jesienią i nie żałuję zakupu.
Nie będę opisywała co mówi producent, napiszę tylko krótko: 

- szminka ma świetny kolor- na co dzień, ale i na wyjścia typu ślub jak najbardziej pasuje
- nie podkreśla suchych skórek, usta są jakby nawilżone
- delikatnie błyszczy, ale nie tak nachalnie jak błyszczyk
- pachnie delikatnie, mnie się ten "szminkowy" zapach podoba
- jest tania, wydajna i łatwo dostępna.


Minus to tandetne opakowanie z fatalną zatyczką (z reguły oczywiście za pierwszym razem nie mogę jej poprawnie zamknąć- użytkowniczki wiedzą o czym mówię :-/ ) i trwałość pomadki - szybko się "zjada".
Mimo to, wcale mi to nie przeszkadza tak bardzo, ponieważ produkt ma więcej plusów. I na pewno zakupię więcej kolorków przy okazji. Polecam!

Pojemność: 4,2 g
Cena: ok. 9 zł

W innej torebce trzymam błyszczyk z Sephory Brillant a levres, kolor Summer crush. Kupiony został bardzo dawno, w okresie wakacyjnym (i promocyjnym jednocześnie;-) ). Jest ze mną tak długo, ponieważ ma dużą pojemność 15 ml, a ja używam wielu mazideł do ust na przemian. I po prostu ten błyszczyk się nie chce skończyć ;-)

Kolorek ma idealny na lato i do opalenizny pasujący. Choć na moich ustach się jakoś szczególnie nie przebija...Ma dużo mieniących się drobinek, mimo aplikatora, którego nie lubię, łatwo się go nakłada. Jest dość kleisty, ale chyba dzięki temu dosyć trwały. Dobry na co dzień. Raczej nie zamierzam powtórzyć tego zakupu, teraz bowiem wolę błyszczyki bez drobinek. Mogę go polecić zwolenniczkom "naturalnych" ust, choć nie wiem, czy podobne temu błyszczyki w Sephorze jeszcze istnieją...


Pojemność: 15 ml
Cena: ok.25 zł (moja była w promocji ok. 12 zł bodajże)

A na deser coś, co zawsze chciałam mieć w swoich zbiorach- czerwona szminka! Bałam się tego koloru, zawsze kojarzył mi się z perfekcyjnym makijażem oraz cerą. Ale, jak to zwykle bywa, skuszona promocją w Naturze zakupiłam moją pierwszą, prawdziwą czerwień. W tym przypadku padło na szminkę w kremie (opakowanie a' la błyszczyk) Stay matt lip cream 04 Silky red z szafy Essence


Prócz śmiesznie niskiej ceny zachęciło mnie także jej matowe- jak zapewnia producent- wykończenie. I cóż się okazało? Ano że ta szminka jest superfajna jeśli chodzi o efekt na ustach: faktycznie są matowe, ale -co najważniejsze- w jakiś cudowny sposób szminka je wygładza i jakby nawilża! Nie ma mowy o podkreśleniu suchych miejsc czy o dodatkowym wysuszeniu warg po jej użyciu. Usta wyglądają na wypielęgnowane, nawet jeśli dawno nie widziały peelingu ;-) Nasycenie kolorem jest chyba największe, jakie dane mi było testować! Odrobina szminki jest w stanie pomalować wargę, a czasem i pół brody ;-) Nie ważcie się malować nią bez lusterka!! Tym bardziej, że kolor krwistoczerwony baaardzo rzuca się w oczy. Trudno się też go pozbyć...Tak mocno wtapia się w usta, że musiałam je myć dosłownie kilka razy zanim zszedł! Dodatkowo przy zbyt dużej dawce tej czerwieni, potrafi zachodzić na zęby. Dobrze stosować ją z umiarem po prostu. Chyba delikatne wklepanie w usta odrobiny tej szminki i stworzenie lekko "niedorobionego" look-u jest tu najlepszym rozwiązaniem.

Stay matt bardzo lubię, choć miałam ją ze dwa razy poza domem tylko. Ten kolor po prostu nie wpisuje się w klimat otoczenia nie-miejskiego, w którym żyję ;-) Ale do miasta, w tłum oraz na wyjście wieczorne spisze się wprost idealnie! Są dostępne tylko trzy kolorki do wyboru, gdybym dostała jasnoróżowy, na pewno byłabym równie usatysfakcjonowana co przy czerwieni, a częściej gościłby na ustach.


Pojemność: 4 ml
Cena: 8,99 zł (promocja 6,99 zł)

Porównanie trzech produktów widzicie poniżej w różnych opcjach:


produkty lekko rozmazane palcem

i z fleszem

a tu po jednokrotnym przejechaniu zwykłą chusteczką (celem pokazania trwałości)


Poza w/w mam oczywiście produkty stricte pielęgnacyjne do ust i jeszcze kilka błyszczyków...wszystko pokażę w swoim czasie ;-)
A jak u Was z kolorówką do ust?